piątek, 2 stycznia 2015

Rozdział 1 -Nieproszony gość

Wstałam z łóżka oblana zimnym potem,nie wiem co to miało być ale proszę aby nigdy się nie powtórzyło.Widziałam mojego brata,Alexego i on żył...naprawdę żył.Przytulił mnie i przepraszał za to że nie było go 2 lata a potem umarł ponownie na moich zielonych oczach.Jeden z najlepszych i zarazem najgorszych snów jakie mogły mi się przytrafić.Usiadłam na łóżku wpatrując się bez sensu przez okno,widać że nadchodzi coś najgorszego...że coś się święci.Zeszłam na dół i wpatrywałam się w ratusz NO.6 .przypominał mi odrobinę pęcherz ale co ja tam wiem.Otworzyłam naglę wielki szklany balkon .Wszystkie dokumenty zwiało na podłogę i na ściany.Czułam wiatr...coś co jest wieczne i chodzi swoimi drogami.To było to co mi odebrano,WOLNOŚĆ. Weszłam na balkon wpatrując się przed siebie.Wiatr powiewał moje błękitne włosy we wszystkie strony świata.Tego nikt nie usłyszy po za moim bratem,to była pieśń do niego.
YURA,YURA,YURAMEKU****
NAMI NO MA NI
YASASHIKU YASASHIKU
YADAYOTTE,UMI HE KU
YURA,YURA,YURAMEKU
YUME WO,YUME WO,MITERU KO
ME WO YASUNDE
YURAGE GA OYOGU
Uśmiechnełam się pierwszy raz od dłuższego czasu.Przymknięte oczy,uśmiech na twarzy i ta piosenka i naprawdę są to jedyne sposoby abym poczuła się jak dawniej.Weszłam do środka od razu jak zadzwoniła opaska,przyłożyłam ją do skanera i gdy się odwróciłam ktoś stał w drzwiach balkonowych...był to chłopiec,chyba w moim wieku w ciemnogranatowach włosach i białej za dużej koszulce...chwila ona jest czerwona...on chyba jest ranny.Stał tak a oczy zakrywały mu zmokłe włosy.Wiatr ani trochę nie zwolnił a on ledwo trzymał się na nogach.Wpatrywałam  się chwilę na niego gdy już do niego podchodziłam powietrze przewróciło wazon.Gdy się odwróciłam naglę ta osóbka przycisnęła mnie do ściany i jednym szybkim ruchem złapał mnie za gardło swoją zakrwawioną dłonią.Nie krzyczałam tylko wpatrywałam się w jego srebrne oczy i nagle złapałam go za ramie
-Nie ruszaj się !-powiedział donośnym głosem
-Jesteś ranny,opatrzę ci je.-on nie zmienił pozycji,ani drgnął-opatrze ci rany...tylko musisz mnie puścić
Spojrzał na mnie dziwnie jakby pierwszy raz zaproponowano mu pomoc.Opuścił delikatnie dłoń przejeżdżając delikatnie po mojej szyi a następnie po mostku.Chciałam już wziąć go do szafy w której mam apteczkę  lecz nagle zadzwonił domofon a on mocniej zacisnął dłoń na mnie do tego stanu że ledwo mogłam oddychać.Podniosłam delikatnie dłoń z przepaską i przyłożyłam ją do domofonu
-Wszystko w porządku?-zapytała mama-bo jak widze na planie jest otwarty balkon
-EEE -spojrzałam się -a tak rzeczywiście,już zamykam.-oznajmiłam spokojnym głosem
-To dobrze tylko przyjdź za chwilkę na kolację
-Wiesz co ja mam dużo roboty na jutro musze skończyć prace z architektury więc zjem w pokoju.
-Jak oni was męczą na ASP więc dobrze tylko nie siedź za późno
-Dobrze
Rozłączyłam się i spojrzałam na chłopaka.Zdjął całkowicie rękę ze mnie a ja ruszyłam prowadząc go do ciepłego miejsca.Był ostrożny i uważnie mnie obserwował.Usiedliśmy w wielkiej garderobie i od razu wyjełam apteczkę.Wziełam wodę dystylowaną i zaczełam psikać mu na ramię,skrzywił się i natychmiastowo.
-Nie ruszaj tą ręką...-powiedziałam stanowczo
Siedzieliśmy w chwili cicho lecz naglę zaczął rozmowę
-A więc uczysz się na ASP więc nieźle musisz się uczyć-powiedział ciepło
Spojrzałam się groźnie na niego i przyłożyłam gazik z spirytusem na ranę
-Tsssss
-Ty sobie jakieś jaja robiesz.-powiedziałam
-Już nie ważne...-powiedział wpatrując się w rysunki na ścianie-...architekt i dekorator czy to nie są zbyt damskie zajęcia jak dla ciebie?zapytał ze śmiechem
-Ale o co ci chodzi?-powiedziała wstrzykując mu miejscowe znieczulenie
-Ał... no to są zajęcia dla dziewczyn
-Mi tam nie przeszkadza.-powiedziałam z uśmiechem-robie to co kocham
-Heh,dziwak z ciebie ...-powiedział śmiejąc się delikatnie
Spojrzałam się dziwnym wzrokiem na niego i delikatnie odsunełam-...nawet nie zapytałeś mnie o imię-powiedział
-Ale ty mnie również więc...
-To ty jesteś gospodarzem.-powiedział czochrając się po głowie
-Jestem Akira Serenkagi
-Nezumi...
-Serio?
-A coś się nie podoba?!? -oznajmił łapiąc mnie za koszulę nocną
-Nie nie wszystko ok tylko...-popatrzył się na mnie-...wyobraziłam sobie to trochę inaczej
Uśmiechnął się delikatnie.Wyjęłam z torby sweter dla niego aby nie zmarzł a w jego stanie to bardzo możliwe
Poszłam szybko do kuchni a wcześniej zapoznałam  mojego gościa z pokojem.Weszłam do jadalni w której była moja mama ledwo trzymała się na nogach.Wzięłam szybko talerz z porcją dla szczura i wróciłam szybko do pokoju.Było jeszcze ciemniej niż wcześniej,odruchowo chciałam zapalić światło lecz Nezumi z góry powiedział
-Nie zapalaj światła
-Ale nic nie widzę
-Haha masz bardzo słabą orientacje nawet we własnym pokoju.
Pokręciłam głową ze zdumienia,jak się on rozgościł...Weszłam na górę i w tym pół mroku zauważyłam rany na plecach chłopca,podeszłam i dosknełam jego blizny a on od razu odwrócił się i zablokował moje ręcę.
-Co ty robisz?
-Ppprzepraszam ale...
-Nie przejmuj się -powiedział uśmiechając się-to stare blizny
-To dla ciebie-powiedziałam wystawiając tace z ciastem i zupą jarzynową
Wziął gryza i widziałam w jego oczach nadzieję i szczęście
-Mmmm pyszne
-Akira,ty nie masz żadnych zmartwień,żyjesz bezpiecznie i masz to co chcesz
-Wwwcale nie...-wyjąkałam z siebie to zdanie
-Masz to co chcesz a tak naprawdę nie wiesz jak się żyje na wolności
-Nie...zabrali mi to co najważniejsze...-powiedziałam patrząc w dół-zabrali mi brata

koniec a zarówno nowy początek

Witajcie bardzo dawno mnie tu nie było ale to normalne jak nie ma internetu.Niestety nie jestem w stanie prowadzić dalej owej historii o słodkim flircie po prostu się wypaliłam.Od jakiegoś czasu zaczęłam pisać opowiadanie na podstawie NO.6 jeśli nie macie nic przeciwko zacznę wrzucać to na tego bloga,mam nadzieje że wam się w miarę spodoba .
PS. dostałam wiadomość ze ściągam z innych blogów
brałam przykład od jednej dziewczyny z powodu że nie potrafię zacząć pisać  początków opowiadań i nic po za tym XD

niedziela, 27 października 2013

rozdział VII cz.2

Usiadłam na klatce schodowej koło szafek.Myślałam nad tym jak można zrobić taką rzecz własnemu bratu.Współczuje chłopakowi takiego rodzeństwa jak Amber chodź nigdy jej nie widziałam na oczy.Nastał dzwonek ale będę szczera nie chce mi się iść na geografie przez Liszewskiego.Uwziął się po prostu na mnie i tyle więc będzie lepiej żebym wróciła prosto do domu.Wstałam,zabrałam torbę i poszłam w kierunku drzwi wejściowych.Niemal nikogo nie było no po za trzema dziewczynami.Blondynka,azjatka i brunetka.Gdy przechodziłam obok ich usłyszałam śmiech.O mnie chodziło???

Następnego dnia chciałam znaleźć tą całą Amber.To przez całą noc nie dawało spokoju.Biedny Nat bardzo chciałam wtedy być razem z nim i mu pomóc.Pisałam do niego do 23 chyba ale szybko zasnęłam,niestety.Z samego rana umówiłam się z Natanielem na dziedzińcu.Chce z nim pogadać chodź to nie będzie proste.Już o 7 rano na ławce przed dziedzińcem czekając na Nataniela lecz ktoś inny przyszedł.Może pomyliłam numery?Może byłam aż tak zmęczone że wysłałam SMS-a do ....................Kastiela. Usiadł koło mnie oplatając mnie ramieniem.
-Napisałaś,o co chodziło?
-O nic będę szczera pisałam z kolegą i pewnie wysłałam przez przypadek do ciebie
-Spokojnie,Avalon ja i tak miałem z tobą pogadać
-Naprawdę
-Słyszałem że jesteś dobra z CHEMII mogłabyś mi pomóc po szkole?
-Jasne to przyjdź do biblioteki
-Ok.
Przez chwile pogadaliśmy i większość pytań było na temat Amber.Zdziwił się totalnie kiedy wypowiedziałam jej imie.Od razu było widać że nie bardzo ją lubi.Po charakterystyce dziewczyny przypomniałam sobie ze to ta wczorajsza blondynka która się z czegoś śmiała z koleżankami.
 Musiałam pogadać z Natanielem więc musiałam przeprosić chłopaka i pójść do pokoju gospodarza.Zapukałam po cichu i weszłam do środka. Nataniel siedział przy biurku jak w dzień w dzień i znowu coś tam pisał.
-Nie zapracuj się ,bo nie będę miała kumpla i Kastiel będzie miał dyskwalifikacje z ego
-Spokojnie już kończe.
Usiadłam przy biurku obserwując chłopaka .Niewiem dlaczego ale się uśmiechalam kiedy tak go obserwowałam,Naprawde lubie go i to jego poczucie humoru kiedy jest po za szkołą lecz niestety jego stanowisko mu nie pozwala.Kiedy skończył przytulił mnie na przywitanie a ja cmoknełam go w policzek
-I jak lepiej ci
-Tak jesteś cudownie
Powiedział przytulając mnie.Czułam się dobrze przy nim ale jak to się mówi jestem uwięiona między młotkiem i kowadłem a inaczej między Natanielem i Kastielem.Można powiedzieć że jestem z obydwoma chłopakami na raz chodź nie chce tego.Niedługo musze odjąć ten wybór.
-Av
-Mmmm
-Mam coś dla ciebie
Wyjął z plecaka pudełko czekoladek.Merci?????I nagle ta piosenka z reklam ''merci że jesteś tu''
-Dzięki ci za wszystko
Joj jakie to urocze tylko nie wie najważniejszego że nie lubie czekolady ale może kiedy indziej.Przytuliłam się do chłopaka tym samym odwdzięczając się buziakiem w policzek.


Już po wszystkich 7 lekcjach a więc czas pouczyć NIEUKA.Zeszłam do biblioteki i aż się zdziwiłam że on tam czekał.Niby nic takiego ale widok Kastiela z książką BEZCENNE.Podeszłam do niego a on niby się ucząc nie zauważył mnie nawet jak do niego mówiłam.MÓWIĆ DO SŁUPA A SŁUP JAK DUPA.Już miałam wrócić lecz złapał mnie szybko za rękaw swetra i tym samym przyciągnął mnie do siebie.
-Aż tak bardzo jesteś niecierpliwa?
-Powinieneś już to wiedzieć skoro jestem w tej szkole już prawie 2 miesiące a ty od pierwszego dnia mnie nękasz.
-Każdy ma prawo mieć HOBBY
Wystawiłam język jak obrażona.On się tylko zaśmiał i zaprowadził nas do biblioteki(chciałam napisać że do łazienki :3 ).Usiedliśmy w dziale przyrodniczym i pokoleji próbowałam Kasa uczyć tych wszystkich pierwiastków,wiązań i łączeń.Przyznam ze nauczycielką nie zostane ale coś tam zapamiętał.Byłam z niego dumna,Kiedy poprosiłam panią Królikowską aby mogła nam przynieść układ pierwiastków powiedziała że kogoś przyśle ale nie miałam pojęcia że to będzie Nataniel.Gdy nas tak zobaczył to widziałam w jego oczach jeszcze większy smutek.Położył to tylko na stole i wrócił do swoich zajęć.Chciałam do niego pójść ale Kastiel jak mój ojciec mi zabronił.Mam nadzieje że go później złapie.Pouczyliśmy się jeszcze z 10 minut i chłopak musiał wracać do domu.Wypuściłam go i obiecałam mu że go przepytam.On poszedł a ja użerałam się z ksiązkami aby je poukładać .Chyba 7 może 6 minutach skończyłam,wziełam plecak. i wróciłam do domu nie wiedząc co będzie dalej

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------- A więc koniec 7 rozdziału.Dziękuje anonimowi za te Merci moze wam się spodoba lub nie ale się streszczałam. Do zobaczenia za tydzień.
plus będę razem z Laryssą prowadziła bloga o słodkim flircie podałam wam wcześniej linka.
http://slodki-flirt-sen-a-jawa.blogspot.com/2013/10/rozdzia-2-czemu-on-jest-taki-zazdrosny.html?showComment=1382930882667#c4086068773096637457 zapraszam i polecam MAGDA GESLER

wtorek, 15 października 2013

rozdział VII cz 1

Kiedy przyszłam do szkoły Nataniela w ogóle nie było.Pytałam się Melanii,Iris i Lysandera ale nic,jakby wyparował.Kiedy do niego dzwoniłam nie odbierał tak jak kilka dni temu.Mam nadzieje że nic mu nie jest.
 Usiadłam na murku i zaczełam pisać z Lysander'em o wszystkim i o niczym .Powiedział że widział blondyna i żebym więcej się tak nie martwiła.No racja zawsze się denerwowałam i martwiłam o najbliższe mi osoby.Poczułam nagle jak ktoś zakrywa mi oczy.Mocne,męskie dłonie od razu wiedziałam ze to Kastiel.
-Kastiel ? powiedziałam ze zdziwieniem
Poczułam jego usta na szyi które wędrowały w dół i w góre.W pewnym momencie odsunełam się.
-Kastiel mógłbyś przestać?Zrozum nie jesteś w moim typie. -powiedziałam mu prosto w twarz
-Dziewczyno nikt mi się nie oprze. -powiedział pewny siebie
-Mam ciebie dosyć -powiedziałam machając chłopakowi włosami przed twarzą.
Czy on nie ma czegoś innego do roboty,może się pouczy do biologii.Poszłam zamyślona korytarzem zastanawiając się gdzie chłopak jest?Miałam już iść do pokoju gospodarzy w którym chłopak często przebywa lecz nagle nastał dzwonek na pierwszą lekcje.No niestety nie zdążyłam teraz ale mam jeszcze czas na przerwie.Po drodze spotkałam dwóch nowych uczniów którzy również szukali Nataniela. Tym razem nie mogłam im pomóc ale zrobiło mi się ich żal więc zerwałam się z angielskiego aby jakoś zaradzić na tę sprawę.Tak,więc chłopak o ciemniejszych włosach miał na imię Armin a jego brat który był totalnie zabawny i przy mnie zawsze był uśmiechnięty.
-A więc gdzie może być ten cały 'Natan'
-W pokoju gospodarza a w ogóle ma na imię Nataniel,a więc chodźmy.
Pociągnęłam Armina za rękę i zaprowadziłam ich do pokoju w którym najczęściej Nataniel przebywa.Alexy śmiał się że już jakaś dziewczyna na Armina a on go trzepnął ręką w głowę.Zaczęłam się śmiać bo to komiczne było.W końcu dotarliśmy do sali.A jednak Lys miał rację Nataniel jest w szkole i wypatruje w tej chwili przez okno.Ciekawe co mu jest?
-Hej Nataniel ktoś cię szukał
-O hej Avalon dzięki że ich przyprowadziłaś
-Nie ma za co  a w ogóle to są Armin i Alexy
Przedstawiłam chłopaków i Nataniel zaczął wszystko im objaśniać o instytucji szkoły,zasady i tym podobne.Coś mi się nie dało spokoju w wyglądzie Nataniela.Był taki smutny i nie wiem dlaczego.Po prostu mam ochotę go przytulić i nie puścić aż mu się humor nie poprawi.Kiedy już zapoznał bliźniaków ze wszystkimi regółami poszli na zajęcia a ja sama zostałam sam na sam z chłopakiem
-Nataniel co się dzieje?
-Nie chce o tym mówić
-Nat
-Dyrektorka się na mnie zdenerwowała że ........... a nie ważne
-Prosze,możesz mi zaufać
Usiedliśmy przy biurki i opowiedział mi wszystko od początku do końca.Było okropne to co mi powiedział aż sama poczułam jego ból.Nie wierze że jego siostra w coś takiego go wrobiła.Nie wiem jak ktoś może zabrać sprawdziany i je jeszcze podłożyć do torby swojego brata,wzorowego ucznia lekka przesada.Pocieszając Nataniela przytuliłam sie do niego i wtuliłam w jego obojczyk.Czułam sie okropnie.
-Nie martw się
-Dzieki że jesteś przy mnie
Po patrzyłam się na jego twarz i pierwszy raz ujrzałam jak Nataniel cierpi.Zauważyłam że się zbliża coraz bliżej mojej twarzy.Przymknełam oczy i sądziłam że chce mnie pocałować w usta ale się myliłam poczułam jago usta na mym policzku

środa, 21 sierpnia 2013

Rozdział VI

Wbiegłam zdyszana na górę do pokoju.Nie wiem dlaczego mi na nim tak bardzo zależało.No wiem że gdybyśmy zaczęli od przyjaźni byłoby o wiele trudniej niż teraz.Wyjęłam z szafy sukienkę w zielonym odcieniu,jakieś buty na obcasie i wybrałam dodatki i nie mal byłam już gotowa.Ciekawe czy Łukasz już wrócił?może sprawdzę?Zeszłam na dół po schodach i nagle usłyszałam krzyk.Niemal zawału bym nie dostała.Weszłam szybkim krokiem do salonu a tam brat siedział z załamanymi rękoma na kanapie.Nigdy go w takim stanie nie widziałam.
-Co się stało?
-Nic wyjdź
-Dlaczego
-Chce pobyć sam
-Pomoge ci
-Wyjdź!!!!!!!!krzyknął
Nigdy go takiego nie widziałam.Teraz mam wątpliwości cy mam pójść czy zostać i się dowiedzieć co takiego się stało.Zostanę z nim Nataniel raczej zrozumie powagę sytuacji

***
Zadzwoniłam do Nataniela ale nie odbierał.Nie mam zamiaru dalej próbować w tej chwili brat jest najważniejszy.Weszłam jeszcze raz do salonu a on jak poprzednio był załamany.Usiadłam koło niego i wtuliłam twarz w jego ramie
-Wyobraź sobie że dyrektor poprzedniej szkoły dzwonił
-I co mają coś?
-Uniewinnili ich.Jakim cudem za o co ci zrobili?!?
-Nie martw się 
-Jak mam się nie martwić jak przeznich prawie się zabiłaś.
-Co było mineło nie ma ich teraz
-Wiesz co racja jakby co możemy pojechać do cioci Lucjany w Londynie
-Nie,nie,nie ja zostaje tutaj
-Żartowałem  naprawde spodobało ci się tu
-No tak mam przyjaciół i nikt nie wie o tamtym
Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi.
-Kto to?
-Sądzę że Nataniel
-Jak chcecie możecie w domu zostać zamówię pizze coś pooglądacie
-Zobaczymy
Poszłam w stronę drzwi kiedy otworzyłam nie było Nataniela tylko Kastiel.Co on tu do cholery chodzi.
-Czego chcesz?!?
-Spokojnie księżniczko nie do ciebie jest Łukasz
-Tak
-Zawołasz go???
-Jasne wejdź
Wpuściłam chłopaka do środka i poszłam po Łukasza.Dlaczego on tu przyszedł i w dodatku do Łukasza.To sobie znalazł towarzystwo.
-Masz kolegę.
Kilka kroków za mną stał Kastiel a kiedy wchodził do salonu szepnął mi do ucha 'pewnie dla mnie się tak wystroiłaś'Ja wale kiedyś go zabije.Zostawiłam ich samych i poszłam do kuchni.Usiadłam sobie na krześle i nadal próbowałam się dodzwonić do chłopaka.Po chyba tysięcznej próbie w końcu ktoś odebrał
-Hallo
-Nataniel?
-Tak,Avalon to ty?
-Tak gdzie jesteś
-Wiesz nie mogę się spotkać,przepraszam,muszę wracać prosto do domu moja siostra cioteczna przyjechała i muszę jej pilnować
-Nie no spokojnie
-Wynagrodzę ci to jakoś
-Nie musisz
-Ale chce..............................muszę kończyć
-Okey to pa.
-Bay
I rozłączyłam się.A jednak nasze spotkanie się nie odbędzie i tak teraz muszę posiedzieć i powspierać Łukasza tylko mamy nieproszonego gościa.Usłyszałam ciche kroki które dobiegały zza moich pleców
Odwróciłam się a za mną stał czerwonowłosy chłopak który miał teraz poważną minę.
-Co jest?
-Nic a tobie co jest
-A nieważne
-Dobra to ja spadam do zobaczenia w szkole
-Ta jasne.
Odwróciłam się w stronę okna aż niespodziewanie twarz chłopaka znalazła się koło mnie.Spojrzałam na niego i z zaskoczenia pocałował mnie w usta i szybko oddalił się.On raczej wie że nie jest w moim typie i okazywałam mu to setki razy ale jak zawsze on nic nie rozumie i jest uparty..

środa, 3 lipca 2013

Rozdział V

Byłam lekko dobita minionych dni.Nie chciałam przychodzić do szkoły ze względu na chłopaków no w sumie jednego,Kastiela. Czasem sobie myślę czy lepiej by było gdybyśmy nadal mieszkali w Londynie ale ten incydent mógł się powtórzyć kilkanaście razy aż w końcu by mnie nie było pośród ludzi.Zawsze zerkałam wstecz i myślałam gdybym się inaczej zachowała to może bym była zwykłą uczennicą  w London king liceum.No i bym pewnie nadal byłabym z Rajmondem.
 Wstałam z ledwością po długim weekendzie.Moje oczy nadal widzieć niestworzone sny lecz pora wrócić do rzeczywistości.Podeszłam do szafy i tak patrzyłam przez kilka minut.Nie miałam zielonego pojęcia w co się ubrać. Wzięłam coś co  odzwierciedlało moje samopoczucie.To znaczy że w kolorach ciemnych.Poszłam do łazienki umyłam zęby,ubrałam się i rozczesałam włosy.Spojrzałam w lustro i wyglądałam jak wrak człowieka.Zostawiłam pokój w bałaganie i poszłam do szkoły.Brata już nie było, pewnie dlatego że pojechał załatwić sprawy związane z firmą.Poszłam przez park.Nawet patrzenie na rośliny mi nie poprawiło humoru.Szłam dalej aż doszłam do szkoły.Straszny tłum był. Rzadkość o tej porze.Już niemal weszłam do budynku lecz ktoś mnie pociągnął do tyłu.Spojrzałam a tu  Kastiel.
-Co jest?zapytał
-Daj mi spokój.powiedziałam nijako.Chciałam już pójść ale on mnie złapał i nie dał mi odejść ani kroku.
-Nie dam ci spokoju do puki mnie nie wysłuchasz!!!
Kiwnęłam głową.
Poszliśmy w stronę ławki. Naprawdę nie chciałam z nikim rozmawiać
-Chce cię teraz naprawdę przeprosić.Głupio zrobiłem że czytałem zeszyt ale nie znam cię i nie lubię tego uczucia jeszcze za ten pocałunek.powiedział patrząc na mnie lecz ja spoglądałam ziemie.Głupio się czułam nawet nie wiem czemu.-Ej Avalon?dobrze się czujesz?
-Nie.oznajmiłam smutnym głosem
-Co jest?
-Nie chce o tym mówić
-Te dziewczyny-.powiedział patrząc w górę-Dobra idziesz na lekcje
-Rozkazujesz mi?powiedziałam z lekkim uśmieszkiem
-Mam cie tam zawlec?
Nic nie powiedziałam tylko poszłam na lekcje.On jest dziwny i to właśnie jest w nim fajne.Szłam korytarzem aż do sali 23.Weszłam do pomieszczenia.Dobrze że jeszcze p.Posmana nie było.Usiadłam koło Lysandera. Siedział i jak zawsze pisał w swoim notatniku.Lekko szturchnełam w ramie i w końcu się ocknął z transu
-CO JEST?!?Avalon co ty wyrabiasz?zapytał wystraszony
-Nic,co robisz?zapytałam spokojnym głosem
-Próbuje napisać nowy tekst.spojrzał surowo lecz po chwili uśmiechnął się.-a co się stało że tak zniknełaś podczas wojny?
MUSIAŁ O TO ZAPYTAĆ!!!Co miałam mu powiedzieć,że jego najlepszy kumpel mnie całował?Nie,niedowierzanie.
-Musiałam coś obgadać z Kastielem. oznajmiłam
Po chwili pojawił się nauczyciel  i rozpoczęła się lekcja.Z tyłu dobiegały ciche szepty dziewczyn.Odwróciłam się a za nami siedziała blondynka z Azjatką. Blondi mi kogoś przypominała ale kogo?Zajęcia minęły dosyć szybko.Nastąpił dzwonek i wyszłam razem z Lysanderem na korytarz.Rozeszliśmy się ja poszłam w stronę pokoju gospodarzy a on ....nawet nie wiem zawsze chodził tam gdzie chciał i żadko się wychylał.Poszłam do sali tam gdzie często przesiadywał Nataniel. Siedział tam i skupiony wypełniał jakieś do dokumenty
-Puk puk,hej.powiedziałam uśmiechając się
Spojrzał w moją stronę i od razu pojawił się uroczy uśmiech.Odłożył papiery i przywitał mnie buziakiem w policzek.Lubiłam jego dotyk,był taki delikatny i sprawiał że przechodził po mnie przyjemny dreszcz.
-O hej właśnie miałem cię szukać-powiedział z uśmiechem i wyjął z kieszeni telefon,CHWILA to mój telefon!!!-Uważaj bo wszystko gubisz
-Dzięki.
-Emmmm mam głupie pytanie co dzisiaj robisz
-To nie jest głupie pytanie a tak w ogóle nic a co?
-Może gdzieś byśmy razem poszli
-Jasne,po lekcjach???
-Końce trochę później to może przyjdę po ciebie?
-Ok. to do zobaczenia
-Na razie
Powiedział machając.On był taki miły jak zawsze i w dodatku opiekuńczy jak ostatnim razem jak mnie odprowadził po sadzeniu drzew do domu i ten pocałunek.Nagle przeszedł mnie delikatny i przyjemny dreszcz na wspomnienie minionego zdarzenia.Poszłam na dziedziniec aby kupić sobie bułkę w piekarni obok lecz nagle poczułam jak ktoś od tyłu mnie łapie.Spojrzałam na jego ręce.Czarna skóra od razu wiadomo że był to Kastiel. Odwróciłam się.Chłopak miał twarz zdenerwowaną ciekawe dlaczego i co ode mnie teraz chce.
-O widzę że koleżanka flirtuje z głównym gospodarzem.powiedział z sarkazmem
-Wcale nie a jeśli tak to nie twoja sprawa.oznajmiłam z lekkim zdenerwowaniem.
Kastiel się jak głupi uśmiechnął.Kurde o co mu tym razem chodzi mam dosyć że on chce mnie mieć na oku a ja już mam go serdecznie ..............
-Weź się nie denerwuj
-To o co ci ku*wa chodzi.Wykrzyczałam i wyrwałam się z mocnego uścisku Kastiela.-Teraz zaczął się śmiać,co za debil.
-O jak widać udało mi się wybić z równowagi .powiedział ze złowieszczym uśmieszkiem
-Wiesz co mam już ciebie dosyć jesteś jakiś chory czy co?Najpierw mnie przepraszasz a teraz chcesz doprowadzić do szału.
-Ej weź się mała uspokój.powiedział żartem.
Nic nie odpowiadając poszłam energicznym krokiem w stronę piekarni.Czy on musi mnie doprowadzać do białej gorączki?Z nim to w końcu z mostu się rzucę. W pomieszczeniu roznosił się zapach świeżego chleba.Mmm cudowna woń.Przy ladzie stała starsza kobieta z miłym wyrazem twarzy.Poprosiłam o dwie kajzerki.Właścicielka zapakowała je w papierową torebkę. Pożegnałam się i wyszłam przed piekarnię.Poszłam kawałek dalej i przy fontannie zauważyłam siedzącego Lysandera. Wyglądał na skupionego i spokojnego.On zawsze brał komponowanie na poważnie i chciał żeby były idealne lecz jak zwykle mówił że są do bani ale mi się podobały.Podeszłam do niego.Nawet mnie nie zauważył. Zerknęłam w jego natatki i wtedy spojrzał na mnie.
-O co ty tu robisz?zapytał
-Zauważyłam cię i ....podeszłam-powiedziałam spokojnie-Chcesz bułkę
-Jasne-oznajmił z uśmiechem i urwał kawałek chleba.
Siedzieliśmy tak przez jakiś czas i rozmawialiśmy.Pokazywał mi swoje teksty i nuty i przyznam podobały mi się.Piosenka nie miała jeszcze tytułu ale coś się wymyśli.Po dłuższej rozmowie okazało się ze Lysander i ja jesteśmy do siebie podobni.Razem lubimy śpiewać i komponować.Wole go niż Kastiela. Minęła godzina 13 i musiałam wracać już do domu prze szykować na spotkanie z Natanielem.

piątek, 28 czerwca 2013

Rozdział IV

Czułam się jak rzecz,którą można brać i odkładać na miejsce.Jak ja mogłam to zrobić?Nienawidzę Kastiela. Dlaczego dałam się podejść?A najgorsze z tego jest to,że mi się pocałunek podobał .Grrr,nie mogę o tym ani o nim myśleć.Kiedy zniknął wśród zarośli zakryłam z powrotem rękę i wróciłam na pole bitwy.No nie i już po niej.Straciłam rachubę czasu.Rozglądałam się dookoła. Viola rozmawiała z Jade'nem ale gdzie jest Nataniel?Wyszukiwałam wśród ludzi blond czupryny.Znalazłam go,siedział pod drzewem i się opalał.Podeszłam do niego i usiadłam.
-Kto wygrał?zapytałam.Chłopak odwrócił się i uśmiechnął
-Wasz władca Nataniel Straszliwy poprowadził armię do zwycięstwa.Powiedział uroczystym głosem.
Zaczęłam się śmiać teraz mi przypominał króla Artura.
-Straszliwy?Do ciebie pasuje Troskliwy czy Miły.powiedziałam nadal się śmiejąc
-Ach tak ???oznajmił i z prędkością geparda rzucił się na mnie i zaczął łaskotać.Nie lubiłam tej czynności.Wyrywałam się i śmiałam coraz bardziej aż mi zabrakło tchu w płucach
-Błagam przestań!!!Prosiłam lecz on nie chciał mnie słuchać
-A co będę z tego miał
-To że nadal będę oddychać.
-Nie to za mała kaucja.
-Błagam cię Natanielu  Straszliwy o wypuszczenie.powiedziałam błagalnym głosem.Chłopak miał twarz jak kamień i widać że nie miał zamiaru mnie wypuścić.
Uśmiał się i zszedł z moich nóg.Ja nadal leżałam bo słonko tak ładnie grzało że można by tu zostać na cały dzień. Nataniel także poszedł w moje ślady i położył się koło mnie.Chłopak leżał bez ruchu i przy tym wyglądał jak posąg.Rysy jego twarzy były widocznie rzeźbione.Nagle podniósł się lekko i odwrócił w się  moją stronę.Oparł głowę o rękę i tak na mnie patrzył.Jego oczy patrzyły na mnie z taką uwagą.Miodowy kolor oczy zmienił się w złoty.
-Co???
-Nic
Tak na mnie spoglądał jakby coś we mnie zobaczył.Nagle się zarumieniłam bo to było dziwne uczucie.Takie motyle w brzuchu.Uśmiechnęłam się a chłopak również się uśmiechnął.Był miły i troskliwy a jego zachowanie i sposób traktowania mnie troszkę onieśmielał.Usiadłam i bawiłam się koszulką Nataniela. Nie miałam co robić wędrowałam palcem po wgłębieniach jego koszulce.Chłopak tylko się uśmiechał i od czasu do czasu dźgał mnie w brzuch palcem.Dobrze że byłam już na to uodporniona.Nagle podniósł się delikatnie i jego twarz była blisko mojej.Teraz było widać wszystkie drobinki w oczach.Takie brązowe niemal jak miód.Poczułam jak przykłada dłoń do mojego policzka.Wtuliłam się w rękę i przymknęłam oczy.Była taka ciepła i delikatna że chciałabym aby ta chwila trwała wiecznie i ................................poczułam delikatny pocałunek Nataniela. Jego dłoń wędrowała po moich plecach a następnie gładziły moje kruczoczarne włosy.Nigdy nie miałam wprawy w całowaniu się bo raz w życiu pocałowałam chłopaka. Odsunęłam się trochę od blondyna a potem wtuliłam się w jego ramię.
-Emmm Avalon?
-Słucham?
-Z ciemnia się.oznajmił
Racje dopiero zauważyłam że niebo nabrało purpurowy odcień.To cały dzień spędziłam z Natanielem. Musiałam wracać już do domu bo jak znam życie Łukasz zacznie się denerwować i zgłosi moje ,,uprowadzenie'' na policje.Wstałam z miejsca lecz jak zawsze coś sknocę. Straciłam poczucie równowagi i niemal się wywaliłam na ziemie lecz w ostatniej chwili Nat złapał mnie za rękę.
-Uważaj!powiedział uśmiechając się.
Wywróciłam oczami.Szliśmy oświetlonymi uliczkami.Przez cały czas trzymał mnie za rękę.Pewnie z tego powodu iż jest bardzo opiekuńczy i troskliwy więc nie miałam się co dziwić a ten pocałunek pewnie nic dla niego nie znaczył.